Poetiva

Myśli słowami zdobione w blasku dnia i nocy

Marynarz

Hej! Marynarz stary krzyknął

w tawernianej ciemnej sali.

Na to głowy też odwrócą

zaraz wszyscy co tam stali.

I marynarz stanął groźnie,

zmarszczył brwi i fajkę pali,

a na głowie ma on chustę,

a przy boku kawał stali.

Dziś opowiem wam historię

o rekinie jednookim,

co na morzach siał panikę

i na lądzie też szerokim.

Płynę zatem swoją łajbą,

rejs to długi, ze dwa lata.

27Lecz w pamięci mi utkwiła

ta ostatnia ważna data.

Burza wtedy się zerwała,

jak to morzem często miecie,

dują wichry, zrywa żagle,

ciemno, zimno i zamiecie.

Nagle majtek wpadł do wody,

Ktoś za burtą — inny wrzeszczy,

bosman podniósł wrzask okrutny:

trzymać ster! A pokład trzeszczy.

Dwie szalupy wnet spuścili,

te natychmiast sztorm roztrzaskał,

tylko kucharz siedział cicho,

jedząc w kuchni głośno mlaskał.

I nie straszne mu wichury,

wycie wiatru i panika,

on jak istny hipopotam

wszelki prowiant wnet połyka.

A ja pytam, hej kucharzu,

co ty robisz w takiej chwili?

On odpowie: bądź spokojny,

kucharz nigdy się nie myli.

Lepiej najeść się do syta,

gdy godzina sądu bliska,

myślał zatem że to koniec,

wkładał właśnie kość do pyska.

Kiedy już się wyciszyło,

spokój wreszcie zapanował,

każdy pokład czyści skrzętnie,

tylko kucharz gdzieś się schował.

Nagle słyszę głos bosmana,

Rekin! Woła i dwie łuny

światła widzę, a po chwili

niosą ludzie trzy harpuny.

Każdy dopaść się go stara

i tym bardziej pragnie tego,

że dojrzeli w paszczy gada

chyba kogoś znajomego.

To nasz kucharz, ten łakomczuch

rekinowym był śniadaniem,

u nas niczym się nie wsławił,

no jedynie swym mlaskaniem.

A ten rekin, wściekły demon,

szczęścia swego znów próbuje

i uderza w statek mocno,

tak, że ledwie już dryfuje.

Użerałem się z tym diabłem

ze dwa lata chyba prawie,

połamałem cztery żebra,

uszkodziłem rękę w stawie.

Do dziś blizny me i rany

są pamiątką tej podróży,

w którą wybrać mi się przyszło

mimo strasznej, wielkiej burzy.

Odtąd wszystkie wielkie ryby

omijają mnie z daleka,

każdy rekin, każda orka,

czując zapach mój ucieka.

Ten gad stary co siał postrach

i miał umysł iście lisi,

w końcu skończył życie swoje

i nad łóżkiem moim wisi!