Co wolno poecie,
gdy wolny i szczery,
kiedy kreśli słowa słyszane w swej głowie,
gdy oddaje światu myśli zrodzone przed chwilą,
mijającą szczerością dzieląc się z innymi?
Co wolno poecie,
gdy wskazać chce winnego
i gdy obiega treścią plugawe szczegóły,
gdy nabiera rozmachu w swoistej pogoni za winą,
moralizuje nachalnie, obrzuca epitetami?
Co wolno poecie, kiedy łza już wyschła,
zagoiło się wspomnienie i nie wróci w tekście,
nie otworzy więcej furtki,
nie trzaśnie drzwiami w przeciągu?
Co wolno poecie, gdy kusi i bawi,
gdy deprawuje swym piórem sylaby bezecnie,
gdy taktownie wycofa słowo zakazane moralnie,
powstrzyma się od ostateczności,
przemilczy zaklęcie?
Czy jeszcze wolno poecie,
gdy przekonania kłócą się ze sobą,
kiedy rozdziera sprzeczność,
pojawia zwątpienie?
