Poetiva

Myśli słowami zdobione w blasku dnia i nocy

Wołyńska drzazga

Umarły słowa zapomniane,

umarły myśli i wspomnienia,

zginęły chęci, pochowane,

milczenie złotem? Bez wątpienia.

Nie chcemy wiedzieć? Wstyd pamiętać?

Strach nawet pytać w mglistych słowach,

czy kiedyś skończy się lub zacznie 

o tym Wołyniu gdzieś rozmowa?

Kaci nie żyją, jak ofiary,

czy to rozgrzesza zbrodni winy?

Na kościach polskich dzieci, matek

dorodne rosną dziś maliny.

Wiśnie, jabłonie i czereśnie 

kwitną nie wiedząc, co tam było.

Czy to naprawdę się zadziało,

czy się koszmarem nam przyśniło?

Gdy wiatr historii, groźny wicher

przywiał wzdłuż Dniepru ruskie hordy,

szaleństwo gwałtów i grabieży 

przyniosło tam okrutne mordy.

Zamknijcie oczy przyjaciele,

odwróćcie kart historii kilka,

a wnet w przeszłości odkryjecie

w dzisiejszej owcy złego wilka.

Prawda, że trudno spojrzeć w lustro,

gdy hasło Slava Ukrainie,

które dziś dumnie wygłaszane,

musiało służyć złej nowinie.

Nowinie krwawej i tak strasznej,

że wielu pragnie ją odrzucić,

przemilczeć, sprawić by wyblakła,

by winę przodków szybko zrzucić.

Bardzo nam przykro tu, nad Wisłą,

że w tym cierpieniu, w ofiar tłumie,

co z rąk Moskali krzywdy doznał, 

nikt nas Polaków nie rozumie.

Nikt zemsty przecież tutaj nie chce,

o pamięć łzami zaś wołamy

i to Wam mówić tylko chcemy,

że o tę pamięć się staramy.

Pamięć o dziadkach i prababciach,

o noworodkach, przedszkolakach,

co ich rozpruły bezlitośnie 

bezwględne sotnie UPA w krzakach,

na polach, łąkach i cmentarzach, 

w domach, przy pracy lub modlitwie,

rzeźnickim nóżem czy widłami 

wyrżnęły ludzi w pseudo bitwie.

„Rycerze” poszli w bój niezwykły,

bo przyszło walczyć z cywilami,

nierzadko swymi znajomymi,

a przede wszystkim z sąsiadami. 

Boli nas dusza, bo to rana,

którą wciąż pali kłamstwo stare,

że to właściwie nic wielkiego,

ktoś kogoś zabił, żyjmy dalej.

Nazywać rzeczy po imieniu 

warto nauczyć więc sąsiada,

co flagą UPA wymachuje,

a o przyjaźni w kółko gada.

Pozwólcie bracia nasi drodzy 

pochować chociaż ofiar ciała,

które wciąż leżą zapomniane 

tam, gdzie im ziemia leżeć dała. 

Drzazga Wołynia w palcu kłuje,

tu rękawiczka nie pomoże,

a jeśli dłużej będzie tkwiła,

to boleć będzie coraz gorzej.

Chciałbym zbudować między nami

przyjaźń sąsiedzką w prawdzie szczerej,

by nazwać wszystko po imieniu,

kto katem był, kto bohaterem.

Prawda nas ściga i dogania,

można próbować ukryć fakty,

ale i one wyjdą na jaw, 

jak kości trupów, artefakty.

Teraz jest chwila ta niezwykła,

gdy można wprost powiedzieć sobie,

tak, zło zostało popełnione

i złożyć szczątki w godnym grobie.

A oczyszczenie to w pamięci 

będzie zwycięstwem nad przeszłością,

by nigdy więcej już nienawiść  

nie zabijała swą podłością.

Posted on