W soczystej trawie srebrny meszek,
Wśród liści grubych i błyszczących,
Gdzie ziemia lepi się od deszczu,
co go parzące suszy słońce.
Wiosennych ptaków śpiew od rana
i psów szczekanie się rozlega,
Niedzielny spokój, bez żądania
by na zegarek ciągle zerkać.
Odwracam głowę, widzę świat,
spojrzę do góry, wszystko wokół
wydaje się jak gdyby inne,
chociaż spotykam to codziennie.
Lecz teraz wyraźniejsze jest,
w tej jednej chwili widzę więcej
niż bym w tygodniu mógł wypatrzeć.
I choć w kieszeni trzymam ręce,
dotykam każdej cząstki dnia,
napawam się zapachem wiatru,
światłem poranka,
lekko, beztrosko.
