Już Cię nie śmieszy taniec Twej duszy,
galopującej w radosnym pląsie,
już Cię nie bawi samotna chwila,
która została na zawsze sama.
Nie dopominasz się o nadzieję,
bo po co złudzeń karmić zastępy,
gdy świat jest pusty, zimny, przeklęty,
taki wieczorem i taki z rana.
Już Cię nie rani piętno bezdusznej,
bo się uganiasz za wspomnieniami,
aż na bosaka ścigasz się z nimi,
lecz nie nadążasz, w tyle zostajesz.
Już Cię nie martwi utrata więzi,
bo nic nie wiąże Cię z nikim teraz,
potężna ściana wyrosła nagle,
więc się nadziewasz tak na nią nieraz.
Nie dopominasz się o oklaski,
co znaczyć miały dla Ciebie wiele,
znak akceptacji, wyraz uznania
czy aprobaty, dla bycia zerem.
Już nie zależy Ci na istnieniu,
Twój świat się skurczył do kropli żalu,
który wysycha w Tobie pomału,
znika wraz z Tobą, odchodzi w niebyt.
